MOJE TOSKAŃSKIE ŻYCIE : ROZDZIAŁ I

No i stało się…

Od trzech tygodni mieszkam w Lucce i jeszcze trudno mi w to uwierzyć.

Lukkę, tą toskańską perełkę, znałam już wcześniej dość dobrze (stąd pochodzi mój mąż)i były też wcześniej okresy w moim życiu gdzie pomieszkiwałam tu nawet około miesiąca. Mimo to ciągle trudno mi się przestawić z utożsamiania tego miasta jako miejsca , w którym spędzałam beztroskie wakacje, na identyfikowanie go z domem.

Do tego dołączył do nas w końcu Lillo (3 miesięczny szczeniak rasy Cavalier King Charles Spaniel), który z racji tego , że czeka jeszcze na swoje szczepienie, nie wychodzi z domu. Wciąż się poznajemy i staramy się ujarzmić jego naturę „dzikuska”. Początki bywają trudne. Zarówno ja i Lillo jedziemy bynajmniej „na tym samym wózku”. Nowe miasto , nowe życie , trochę strachu , który towarzyszy odkrywaniu naszego własnego miejsca, naszej własnej roli w Lucce.

Na tą chwilę mieszkam w centrum miasta. Jest ono otoczone murami obronnymi pochodzącymi z XVI wieku, które mają długość około 4,2 kilometra. Jest to fantastyczne miejsce do biegania, spacerów, jazdy na rowerze/rolkach, skąd można podziwiać piękne domy ze stylowymi tarasami wypełnionymi kwiatami.

Wewnątrz tych murów znajduje się Piazza dell’Anfiteatro, która powstała na ruinach amfiteatru rzymskiego z II wieku n.e . Charakterystyczny owalny plac otoczony budynkami w żółtym kolorze z zielonymi okiennicami. Wewnątrz tego placu znajdują się restauracje gromadnie oblegane przez turystów (a jest ich teraz tyle ,że czasami nie da się spokojnie wyjść z domu).

Gdy gotuję często otwieram okno by posłuchać muzyki na żywo (zawsze znajdzie się ktoś kto gra na harmonijce , śpiewa itp). Myślę , że dzięki temu i oczywiście dzięki dobrym składnikom moje kuchenne dzieła smakują tu o wiele lepiej niż w Polsce.

Okna sypialniane mamy od drugiej strony na małą klimatyczną uliczkę, na której znajduje się restauracja Ubaldo. Jej wystrój jest dość mroczny , nie wiem jak z jedzeniem , gdyż jeszcze nie pokusiłam się by czegoś tam spróbować. Właściciel knajpy jeździ na motorze i ma pełno tatuaży. Codziennie gości też w swoich progach Mario Son Sodo, lukkezyjską osobowość. Jest to starszy Pan , który nie mieszka w centrum miasta, ale codziennie tu jest i czasem budzi mnie jego donośne „ciao” skierowane do Pana Ubaldo lub innych przechodniów, z którymi jest na Ty. Po południu kieruję się na plac i śpiewa klasyki włoskiej muzyki, często towarzyszy mu przenośne radio , którego słucha spacerując po ulicach miasta.

To tyle na dzisiaj, żeby Was nie zanudzać.

Moje kwiaty
Lillo i jego pierwszy posiłek w nowym domu.
Pierwsze peonie w nowym mieszkaniu <3
It must be love
W kuchni z widokami jak poniżej gotuję się o niebo lepiej

Lubię te nasze kolacje
I znowu te piwonie 🙂
Krótki wypad do domku nad morzem.
Dekorowanie mieszkania still in progress
Lillo ma już 3 miesiące , a urodził się w dzień rocznicy naszego ślubu.
Kocham ten widok
Moje to te środkowe
Sola smażona na maśle z szałwią
Owalny plac, centrum wszystkiego 😀

Możesz również polubić

Leave a Reply

%d bloggers like this: